Clarins- jak źle zaprezentować firmę.

Widziałyście kiedyś filmik Dorci? Nie? Oglądnijcie i wróćcie do mojego postu- mam kilka rzeczy do dodania...



Dzisiaj poszłam do Douglasa wymienić produkt( odstałam nie ten eyeliner, co chciałam). I nie wiem dlaczego, nie wiem po co pokusiło mnie, żeby zapytać o tusz do rzęs...
Zapytałam, polecono mi Clarins- w końcu dobra firma. No i już mam go brać, a Pani czaruje, że dzisiaj są makijażystki z danych firm, że mnie pomalują, że wypróbują tusz na mnie i inne produkty... Różniej fryzura, zdjęcia i ogólnie miodzio( tylko wydaj Pani minimum 50 zł na produkty...) I ja wiem jak one malują, wiem jak wyglądają te akcje, widziałam wcześniej ten oto powyższy filmik. I co zrobiłam? No zgodziłam się. No głupia jestem i się zgodziłam.

Jedna Pani zaprowadza mnie do drugiej na środek naszej galerii, mówiąc, że Pani z naciskiem na tusz do rzęs. Przemiła Pani zaczęła robić demakijaż twarzy, po czym stwierdza, że mam tak ładnie wytuszowane rzęsy, że ich szkoda myć. Ale zaraz, zaraz... ja przyszłam sprawdzić maskarę więc proszę o kontynuowanie demakijażu. Po chwili zmiana, przesiadam się do " wizażystki" firmy, która pozbywa się resztek mojego idealnego wręcz ( jak dla mnie) makijażu. 

Walka z tuszem i uf! Zmyte. Pani raczej nie tonizowała mi twarzy, ale myślę sobie, nie odzywam się. Nakłada krem " super nawilżający" nie sprawdzając mojej skóry i nie zadaje pytania jaką mam cerę. Stwierdzam, że to nie był dobry pomysł, bo mam strasznie tłustą strefę "t" i taki krem tam się nie przyjmie. A to damy bazę matującą. Myślę ok. Baza pyk, podkład jakiś super matujący , dobrze się trzymający, ogólnie cudo. Pytanie
" czy Pani używa podkładu"
" no tak". 
Korektor rozświetlający pod oczy-  hmm mam duże cienie, ale ok. 
" Czy Pani używa korektoru?"
- oczywiście, mówię , " lepiej niech się Pani zapyta czego nie używam " 
"hihi hehe"
I tak jeszcze z kilkoma produktami, chociaż przyszłam w pełnym makijażu.
Pani walczy z oczami. Chyba 10 minut używa kredki i robi kreskę? Czy kto wie co. Pada pytanie 
" A woli Pani mocniejszy makijaż oczu czy lżejszy"
" Mocniejszy. Mocno się maluję, więc poproszę coś wyraźnego"
" No tak, miała Pani mocny makijaż".
Dalsza walka z cieniami i kredką. Dolna , górna powieka i tak w kółko. Jeszcze jedna warstwa korektora rozświetlającego- pewnie brokat się posypał. Ale zaraz...korektor tego nie usunie. Ale co tam... ja się nie znam.
O puder- w końcu. Myślę, dlaczego tak późno. Pani jeszcze pomacała twarz, a więc z tym schodził mój podkład. Ale ja się nie znam.
Kizi mizi, kizi mizi i róż na policzkach. Czekam na inne etapy- kończy pyta o usta. Proszę o rozświetlacz- nie ma. Dała coś na wzór- hmm nie widać.
" Proszę wziąć błyszczyka na paluszek i pomalować usta" Ok. Bardziej higieniczne od aplikatora. Słodki w smaku fajny.

Koniec walki. Meta po 30-40 minutach. Patrzę w lusterko, pada decydujące pytanie i...
Grzecznie stwierdzam, że to nie moja bajka. Podkład nie kryje,
" Ale to podkład matujący, one nie są kryjące"
" Aha..."
Twarz nie jest wykonturowana, a ja robię sobie pełny makijaż
" No ale Pani nie była umówiona, ja nie miałam czasu. Mam kolejną klientkę. Potrzebuję na porządny makijaż 1-1,5 h"
" Aha" Byłam namówiona przez sprzedawczynię, ale teraz wychodzi na to, że jestem " gorszy sort"?
Oczy miały być mocne, a są delikatne
" Nie no są mocniejsze, bo tyle czasu miałam"
"..."
Wyszło na to, że straciłam 30 minut życia, żeby zrobić sobie makijaż yyy eeee KIJOWY. Syfki niezakryte, cienie prześwitują, podkład się świeci i w zasadzie go nie ma, cienie starły ,osypały i zrolowały ( noszę go od ok. 17). Nauczyła się nowej rzeczy - PODKŁAD MATUJĄCY NIE KRYJE. Dobre mi sobie, to tak jak słynne stwierdzenie kiedyś, że PODKŁAD OKSYDUJE NA JAŚNIEJSZY ODCIEŃ.  No błagam. 
Jeżeli znasz się choć trochę na makijażu to proszę: NIE KORZYSTAJ Z TYCH USŁUG.
Zdjęcia i fryzury nie robiłam. Z czerwonymi syfami nie będę pozować do zdjęć. Jedyny plus to taki, że przy mnie dezynfekowała pędzle- Dorcia, jeżeli to Twój wpływ to serdecznie gratuluję. Poniżej zdjęcia zrobione przed 21:00, a więc noszony ok. 4 h. Gdybym nie znała i nie ceniła marki CLARINS to bym w życiu po tym nic nie kupiła...
Podzielcie się opinią nt. makijażu.



Ps. dla porównania makijaż, który nie trwał godziny, a różnicę widać gołym okiem <klik>



Komentarze

  1. To samo było u mnie, masakra nie makijaż.... z tym, że ja byłam umówiona, a nie z doskoku :) To raczej tylko wymówka Pani "makijażystki", że mało czasu miała...( 30 minut :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda czasu i nerwów. Lepiej sobie samemu robić makijaż. Ewentualnie u sprawdzonych wizażystek...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty