Jestem na NIE! Sierpień 2016 r.

Przychodzi taki czas, kiedy trzeba pochwalić lub zganić jakiś kosmetyk/produkt. Aktualnie posiadam 3 produkty z których działania nie jestem zadowolona. Jeżeli jesteście ciekawi co nie skradło mojego serca, to zapraszam do lektury.


1. Oczyszczający żel do mycia twarzy 3w1 Avon- żel ma spełniać 3 funkcje- oczyszczać ( także resztki makijażu), tonizować i nawilżać. Żel ma konsystencję balsamu,nie jest to zła cecha produktu jeżeli się on pieni. No właśnie jeżeli...produkt jest balsamem i pozostaje taki do zmycia, coś jak mleczko do demakijażu, nie żel. Według producenta po kontakcie ze skórą i wodą produkt powinien się pienić, a w ogóle tego nie robi! Nie cierpię jak produkty, które mają się pienić nie spełniają tej funkcji. Żel nie usuwa makijażu, z resztkami też sobie nie radzi. Faktycznie nie wysusza skóry i odczucie po myciu jest przyjemne, co do tonizowania ciężko określić, czy produkt działa. Niestety żel nadaje się tylko do oczyszczania twarzy rano, a nie po to go kupiłam. Jedynie cena przyciąga, jest to ok. 5-6 zł w promocji. W moim przypadku to była ostatnia promocja na ten produkt, na którą się skusiłam...

2. Pudrowy cień w kredce Catrice- cienie w aplikatorze z mięciutką gąbeczką o wykończeniu perłowym. W sklepie zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie, odpowiednia ilość produktu , przyjemnie nakładana. Cień na ręce ładnie wyglądał i dobrze łączył się z innymi z serii. Co prawda jak na Catrice to cena 1 cienia była duża bo coś ok 15 zł, ale kupiłam 2 odcienie: 020 bardzo jasny róż i 060 ciemno lawendowy odcień. Razem w zestawieniu wyglądały uroczo, dlatego już następnego dnia połączyłam je na powiece. Zdziwiłam się aplikacją, po chwili używania kolor "nie wylatywał", zaczęłam trzepać opakowanie, aby produkt dostał się na aplikator, ale nie pomogło. Okazało się, że cień znajduje się w zakrętce! Przy odkręcaniu dozuje się produkt, jednak to nie wystarczyło na pokrycie całej powieki, więc co chwilę musiałam "kręcić cień". Jednak to nie był mój największy problem... Cienie nałożyłam tak jak zawsze na bazę Zoevy- każdy cień trzyma się na niej cały dzień bez najmniejszych poprawek. Zdziwiło mnie bardzo, że o 16:00 moje cienie były pod powieką. Pomyślałam, że może przecierałam oczy i cień opadł. Kolejnego dnia było dokładnie to samo- pierwszy raz moja baza nie poradziła sobie z jakimś produktem. Dawałam im kolejną szansę, stosowałam bez bazy, na korektor, inną bazę niestety efekt ten sam. Cienie nie są warte żadnych pieniędzy, aplikacja i trwałość nie są zadowalające. Pozostanę przy genialnych korektorach firmy, a o tym postaram się zapomnieć...

3. Serum z zieloną i białą herbatą Organique- szerzej o produkcie w ostatnim poście <klik>. Aktualnie zaprzestałam używanie, nie mogę go już wydostać pazurem z opakowania. Wiele zabawy, żadnego efektu. Podziękuję.

4. Lakier do włosów Elnett Loreal wersja czarna- lakier, który ma mocno utrwalić fryzurę, ale nie sklejać włosów. Kosztuje ok 20-30 zł, więc jest dość drogi jeżeli chodzi o drogeryjne produkty tego typu. Z 2 funkcji robi tylko 1- nie skleja włosów. To bardzo przyjemne uczucie, kiedy włosy są sprężyste i nie obciążone, jednak nie o to chodzi w tym produkcie. Lakier ma przede wszystkim utrwalić fryzurę, a moje loki są proste po 10 minutach od spryskania... Nie warty takiej ceny i śmierdzi strasznie :( 

A czy Wy podzielacie moje zdanie dot. powyższych produktów?

Komentarze

Popularne posty