Kilka słów o niekompetencji

Zapewne każda z nas się z tym spotkała. Wchodzimy do sklepu i Panie rzucają się nam z pomocą, albo na odwrót udają, że nas nie widzą. Osobiście pamiętam kilka przypadków "kompetentnych" pracowników z 3 drogerii. Postaram się jak najdokładniej przedstawić różne oblicza sklepów drogeryjnych/kosmetycznych, których niestety byłam świadkiem...mało tego byłam ich ofiarą!

1. Rossmann
Nie wiem czy miałam wtedy 20 lat. Nie znałam się na kremach, pielęgnacji, firmach i kosmetykach. Wiedziałam tylko, że mam suchą cerę- piekła, łuszczyła się i nie wyglądała za dobrze. Postanowiłam kupić sobie pierwszy "dorosły"( pewnie wtedy inny niż NIVEA) krem. Gubiąc się na półkach poprosiłam o pomoc osobę( jak mi się zdawało) odpowiednią do poradnictwa w takich sprawach czyli pracownika tego sklepu. Była to miła pani, może lekko ponad 30 r.ż. 
Pani uśmiechnęła się popatrzyła na mnie i wskazała półkę z kremami. Ogrom( jak mi się wtedy wydawało)produktów był nie do przejścia, więc zadałam kolejne pytanie " a jaki się nadaje?". Pani kolejny raz popatrzyła i zapytała jaką mam cerę, grzecznie stwierdziłam, że suchą i wskazałam na łuszczące się obszary. Pani niewiele myśląc pokazała mi dwa kremy w ślicznych opakowaniach i z zachęcającym opisem, stwierdziłam, że nadal nie jestem pewna, który mi pomoże pozbyć się problemów skórnych- pokazała na jeden z nich i powiedziała, że ten chwalą. Zadowolona kupiłam swój kremik. Nie wiem co to była za firma i jaka seria. Pamiętam tylko fragment opisu w stylu" krem dla młodej wymagającej skóry nawilżająco- matujący.
Te jedno słowo "MATUJĄCY" zmieniło moją buzię w koszmar. Moje suche ogniska znacznie się powiększyły, były bardziej widocznie, niemożliwe do ukrycia. Skóra była zaczerwieniona i bardzo podrażniona. Pani w sklepie tak bardzo zniszczyła mi skórę twarzy, że jeszcze przez wiele miesięcy szukałam pomocy. Na tamte czasy uratował mnie AVON Solutions seria zimowa- nie byłam jeszcze wtedy ich konsultantką. 

2. Natura

Natura to sklep, który zawsze mi się źle kojarzy. Kiedyś jako nastolatka zostałam oskarżona o kradzież bo wyciągnęłam mój błyszczyk, który chciałam porównać ze sklepowymi( produkt był przeznaczony na rynek USA i mimo takiej samej serii w UE różnił się nazewnictwem i kolorami, błyszczyk wart ok 20 zł). Przy próbie wyjścia ze sklepu usłyszałam głośne " oddaj to co ukradłaś inaczej wzywamy policje"- moją minę pewnie sobie wyobrażacie. Panie obserwowały mnie od początku, nie złapały mnie na gorącym uczynku, a mimo to narobiły mi wstydu przed innymi ludźmi. Początkowo stałam jak wryta i nie wiedziałam co powiedzieć, po chwili jednak pomyślałam, o co może chodzić- wyciągnęłam produkt i powiedziałam, że mogą sobie policję wyzwać- produktu który trzymam w ręce nie ma na półkach, ba mało tego nie ma w ofercie UE. Kobieta chwile się wahała i wypuściła mnie ze środka- przez kilka lat omijałam to miejsce jak ognia. 

Kolejna miła sytuacja w tym sklepie. Miała miejsce około rok temu. Szukałam pomocy dla moich włosów- suche, poplątane, nieładne tzw. siano. Tamten czas to wielkie bum na olejek arganowy- i te produkty były w ofercie w promocji na reklamach. Weszłam rozglądałam się chwilę i znalazłam kilka interesujących produktów- o ile miałam wiedzę na temat pielęgnacji i kolorówki, to nie do końca wiedziałam o pielęgnacji włosów. Niejednokrotnie przekonałam się, że kolejne super towary odżywczo/naprawczo/nawilżające nie są dobre dla mojego sianka. Poprosiłam o radę, wytłumaczyłam o co mi chodzi i pokazałam wybrane rzeczy. Pani popatrzyła na moje blond włosy i stwierdziła, że to nie, bo mam spalone przez rozjaśniacze. Niestety wytłumaczyłam jej, że nie rozjaśniam regularnie włosów bo nie mam takiej potrzeby i farbuję tylko odrost. Patrząc drwiąco na mnie powiedziała mi, że się nie znam i rozjaśniam włosy przy czym je palę. Każda kolejna próba kontaktu z tą kobietą i tłumaczenie, że nie to im dolega była bezsensowna- poczułam się jak kompletny idiota, który nawet nie wie jak farbuje włosy- opowiadając to mojej fryzjerce określiła Panią jednym słowem, którego tutaj nie użyję. Kupiłam wtedy jakiś szampon, który pokazała- siano się powiększyło. Szkoda, że wtedy nie posłuchałam fryzjerki, żeby przejść na specjalistyczne kosmetyki z salonów.


3. Douglas

To jest dopiero specyficzne miejsce. Niby pracują tam makijażystki, niby mają mieć wiedzę dotyczącą sprzedawanego towaru, no właśnie niby...
Pierwsza bolączka tego sklepu to dzielenie klientów na kategorie: "z grubym portfelem" i " niewarty uwagi".
Zacznę od 2 grupy, czyli "klient niewarty uwagi".Wychodząc na naszą małą galerię na zakupy nie robię rewii mody. Często wyglądam zwyczajnie jak każda z nas- adidasy, dżinsy i jakiś top. Co nie oznacza, że mój portfel jest mniej pojemny niż wtedy, kiedy mam szpilki. 
Skończył mi się podkład, używałam REVLON, ale postanowiłam wypróbować czegoś nowego, chciałam zaszaleć i kupić podkład z wyższej półki typu Dior, Estee Lauder itp. Weszłam do sklepu od razu kierując się w stronę luksusowych kosmetyków. W połowie drogi zatrzymała mnie uśmiechnięta Pani z pytaniem " w czym mogę pomóc"- wyjaśniłam jakiego produktu szukam i na co chcę wydać moje pieniądze. Pani zmierzyła mnie wzrokiem, po czym zawróciła i powiedziała,że to nie są dobre produkty dla mnie, że oni dzisiaj mają makijażystę firmy NYX i tam są kosmetyki na moje potrzeby (czyt. kieszeń). Pan makijażysta popatrzył, pokazał produkt. Zrezygnowana kupiłam ,bo co miałam zrobić? Musiałam mieć się czym malować, aczkolwiek podkład ten może w połowie zużyłam, nie byłam zadowolona z zakupu. 
Kolejny przykład nieszanowania "tanich" klientów- wchodzę do pustego sklepu. Ekspedientka od razu pyta się czy w czymś pomóc, nie pamiętam czego szukałam ale poprosiłam o wskazanie. Pani poszła szukać, ale nie wróciła, do sklepu wszedł ktoś lepiej wyglądający. 
Klient "bogaty" to taki dobrze ubrany, niekoniecznie z grubym portfelem. Dla nich wygląd= kasa, a wiemy, że nie zawsze tak jest ;) Chcąc kupić głupi podkład z wyższej półki ubrałam się jak stróż w Boże Ciało i weszłam do drogerii- od razu skakano, proponowano i przedstawiano mi drogie marki- można? Można, ale trzeba się lepiej ubrać... Kupiłam Estee Lauder Double Wear Light, które jest ze mną do dzisiaj, jednak nie kupuję go w Douglasie- tam produkt kosztuje ok 170 zł, na allegro czy w drogeriach internetowych można go spotkać nawet za 109 zł. Strasznie oszukują na cenach i mają wysoką marżę.
Niejednokrotnie specjalistki dobierały mi za ciemne podkłady, które nawet w lecie nie były dla mnie dobre- nie mam pojęcia jak one to robią :D
Wracając do włosów. Zakupiłam ich firmową odżywkę regenerującą. Pani sugerowała, że to odżywki fryzjerskie, włosy gładkie i lśniące jak z salonu, łatwo się rozczesują, ona sama używała i jest mega zadowolona. Koszt około 40-50 zł za 250 ml jak dobrze pamiętam- niestety nic się nie sprawdziło. Ciężki kołtun po tym produkcie miałam. Kobieta mnie okłamała, żeby sprzedać maskę.




Podsumowując moje rozważania na temat sklepów. Ich problem polega na braku podstawowych szkoleń kosmetycznych. Panie nie znają się na kosmetykach- jedynym ich zadaniem jest sprzedaż na wysokim poziomie. Niestety braki wychodzą i odbija się to na opinii. A czy Wy miałyście podobne doświadczenia? Jak oceniacie obsługę w takich miejscach? 




Komentarze

  1. Szczerze mówiąc nigdy się nie spotkałam z brakiem kompetencji jeżeli chodzi o produkty, może przez to iż wchodząc do sklepu doskonale wiem co chce kupić. Jednakże raz miałam taką sytuację w Douglas w Opolu, że Pani dobrala cudne perfumy, które niestety wyszły z ich oferty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam notoryczne problemy z brakiem zainteresowania ze strony obsługi. Ostatnio znowu to samo- szukałam długotrwałej szminki, okazało się, że usunęli szafę NYX. Kręciłam się 10 minut po sklepie w poszukiwaniu takowej - 2 sprzedawczynie plotkowały między sobą, 0 zainteresowania. Po prostu wyszłam bez niczego. Wolę zakupy online w Sephora.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty